(R)ewolucja social media: Messenger

 Kategoria Social Media

Choć Messenger to nie osobne medium społecznościowe, tylko aplikacja będąca jego częścią, postanowiłam i tak poświęcić jej kolejny artykuł.

Jak zapewne doskonale wiecie, Messenger to komunikator należący do Facebooka, który pozwala na swobodną interakcję między jego użytkownikami. Zastąpił tradycyjne wiadomości prywatne (Facebook Chat) i został wzbogacony m.in. o funkcje audio (dzwonienia), videorozmowy oraz Mój Dzień (coś w rodzaju InstaStory). Co zmieniło się w jego postrzeganiu – przeze mnie i resztę świata?

To tylko Messenger

Liceum, rok 2011. Poznaję kogoś nowego, dostaję od niego zaproszenie do znajomych na FB. Nie jest to żadna bliska osoba, jedynie znajomy, więc w razie potrzeby odzywa się do mnie właśnie na Messengerze – wymiana numerami telefonów nie jest konieczna.

Końcówka roku 2013. Przeprowadziłam się do Wrocławia, więc z najbliższymi ze Śląska utrzymuję głównie kontakt wirtualny. Przyjaciółka ma telefon na kartę i aktualnie jej stan konta wynosi 0 zł. Pisze więc do mnie na Messengerze, godzinami plotkujemy, śmiejemy się, jak to przyjaciółki. Jest trudno, bo Messenger mam zainstalowany jedynie na zacinającym się tablecie, ale dla chcącego nic trudnego.

Widzicie istotę rzeczy w powyższych sytuacjach?

Kiedyś Messenger był dla mnie jedynie prywatnym komunikatorem. Co więcej, przypisywałam mu zdecydowanie mniejsze znaczenie niż w przypadku SMS-ów. Oznaczało to tyle, że traktowałam go mniej zobowiązująco. Komunikowanie się przez Messengera nie było tak ważne jak przez SMS (dlatego np. świetnie nadawał się do rozmów z potencjalnym chłopakiem).* Co do interakcji z najbliższymi, korzystałam z niego tylko, gdy nie miałam pieniędzy na karcie w komórce (albo mój rozmówca). Przecież „intymniej”, a więc w tym przypadku lepiej było napisać SMS!

*O dziwo, bo przecież mój rozmówca dzięki Messengerowi wiedział, jak się nazywam, gdzie pracuję i gdzie mieszkam. Przez panel SMS nie można tego wyczytać!

Ważne: pierwszy smartfon kupiłam sobie dopiero w roku 2015 (wiem, masakra!), więc Messengera używałam sporadycznie na tablecie lub korzystałam z niego na komputerze. Nie byłam w żaden sposób od niego uzależniona – sama decydowałam, kiedy odczytuję lub piszę wiadomości.

Messenger jest wszystkim

Śmiać mi się chce, gdy przypominam sobie te odległe czasy, bo teraz bez Messengera nie wyobrażam sobie życia!

W życiu prywatnym używam go non-stop i śmiało mogę rzec, że wyparłam SMS-y właśnie na jego rzecz. Nie ma znaczenia, czy mowa o bliskim przyjacielu czy znajomym znajomego – piszę tam, bo lubię. I wcale nie uważam, żeby słowa wymienione w rozmowie na MSG miały mniejsze znaczenie niż te użyte w SMS-ie! Czasem nawet dzwonię z Messengera, ale to wtedy, gdy nie mam numeru telefonu, byłam za granicą (do czasu zniesionego roamingu) lub gdy zależy mi na grupowej rozmowie.

W tym miejscu powinnam zakończyć artykuł, ale tego nie zrobię. Dlaczego? Bo Messenger odgrywa ogromną rolę również w moich kontaktach biznesowych! Nigdy nie pomyślałabym, że tak „swobodny z natury” komunikator stanie się zamiennikiem rozmów telefonicznych czy maili, ale właśnie tak jest. I również nie widzę w tym nic dziwnego. Pisze szef z redakcji, pisze potencjalny klient, pisze obecny klient, ale również ja piszę, np. proponując swoje usługi. Przez Messengera dostaję zlecenia i zapytania. I traktuję to nadwyraz zobowiązująco.

Ważne: odkąd mam stały Internet w telefonie, jestem uzależniona od Messengera. Staram się odczytywać i odpisywać na bieżąco. To będzie moja kolejna zguba!

Pamiętaj, że jeśli również używasz Messengera do kontaktów zawodowych, nie zapominaj przy tym o etykiecie i kulturze osobistej. Zawsze warto kogoś pozdrowić lub życzyć miłego dnia na końcu wiadomości. 😉

A Ty – jakie masz doświadczenia z Messengerem?

 

Źródło zdjęcia: https://venturebeat.com

Rekomendowane wpisy

Wpisz tekst i przyciśnij enter, aby znaleźć to czego szukasz