Czego się dowiedziałam (i nauczyłam), prowadząc własną firmę? Part 3 (wpis rocznicowy)

 Kategoria Biznes, Branding

Napisałam w poprzedniej części, że trzecia odsłona cyklu pojawi się po moich tygodniowych wakacjach (które notabene są już za 3 tygodnie).

Muszę jednak nie wywiązać się ze swojej obietnicy i opublikować część numer trzy już dziś. Wszystko dlatego, że High Content 2 września skończył rok – czas na małą refleksję z tym związaną. Zaskoczenie: wpis będzie w 100% pozytywny! 🙂

 

W ciągu roku od założenia firmy:

 
1. Nauczyłam się wyluzować, dzięki czemu odkryłam nowe pasje i cechy osobowości.

Tak po prostu. Kiedyś epitetem „spontaniczna” można było określić każdego, ale na pewno nie mnie. Paradoksalnie prowadzenie firmy wyzwoliło we mnie więcej pokładów szaleństwa i dodało energii. To widać zwłaszcza poprzez moje podróże i ogólne spędzanie wolnego czasu. Gdy pracowałam na etacie, jedyne, na co maksymalnie mogłam sobie pozwolić to obiad z przyjaciółką po wyjściu z biura – na nic więcej nie miałam czasu i siły. Gdy jestem na swoim, mam ochotę być czasem w kilku miejscach jednocześnie. Nagła wycieczka samochodem w nieznane? Podróż do kilku miast w Polsce w jednym miesiącu? Tak!*

*Nie zaniedbuję przy tym obowiązków. Nigdy. Jadę, gdy wiem, że mogę, ale zwykle pracuję tak, żebym mogła jechać.

I jeszcze jedno. Na początku swojej działalności pracowałam w KAŻDY weekend. Teraz wiem, że czasem warto go odpuścić. Z telefonami i mailami jeszcze walczę, choć to chyba walka z wiatrakami – nie umiem funkcjonować z myślą, że czeka na mnie wiadomość lub ktoś potrzebuje ze mną porozmawiać.

 
2. Nabrałam przekonania, że jeszcze wiele wspaniałych rzeczy przede mną.

Jakkolwiek banalnie to brzmi, to wiem, że tak jest. Kiedyś potrafiłam być smutna przez cały dzień, gdy coś poszło nie po mojej myśli albo zwyczajnie przestraszyłam się przyszłości (w sumie to było tak całkiem do niedawna). Teraz patrzę na nią z niepohamowaną ekscytacją. Jeden moment, jeden telefon, jeden mail może zmienić naprawdę wiele (nie, nie mam zamiaru sobie tego wytatuować). Wierzę, że czeka na mnie jeszcze sporo satysfakcjonujących klientów, projektów i zleceń, nawet jeśli będę musiała na nie trochę poczekać. Cierpliwość nie jest moją mocną stroną, więc podejrzewam, że po prostu zyskałam bardziej optymistyczne podejście do życia.

 
3. Zaakceptowałam fakt, że w mojej branży zawsze będzie raz lepiej, raz gorzej i często nie mam na to wpływu.

W każdej branży w określonych okresach odnotowuje się spadek przychodów. W mojej, czyli copywritingu, jest to lipiec-sierpień (tzw. sezon urlopowy) oraz grudzień (ze względu na sporą konkurencję – ktoś wygrywa, ktoś przegrywa). W grudniu, jako 3-miesięczny przedsiębiorca, bardzo ubolewałam nad tym, że miałam tak koszmarny wynik finansowy. Teraz, w sezonie urlopowym, po prostu przyjęłam małą liczbę zleceń na klatę (co nie znaczy, że się poddałam). Na szczęście zaczął się wrzesień – i już wiem, że będzie lepiej. 🙂

 
A Ty masz podobne odczucia po prowadzeniu swojej firmy przynajmniej rok?

 

CZĘŚĆ PIERWSZA.

CZĘŚĆ DRUGA.

Rekomendowane wpisy

Wpisz tekst i przyciśnij enter, aby znaleźć to czego szukasz